« Powrót Następne pytanie »

2009-10-08 04:47

|

Przebieg ciąży

depresja przedporodowa

Wiem, jest to pojęcie znacznie mniej popularne niż depresja poporodowa, ale zastanawiam się czy któraś z was, szczególnie tych w zaawansowanej ciąży też coś takiego przeżywa, czy jest wręcz odwrotnie tzn. jesteście coraz szczęśliwsze na myśl, że wkrótce pojawi sie dziecko. Mnie dopadło na początku 8 miesiąca, tzn. na początku września...

Odpowiedzi

  • żądna wiedzy
  • pomocna
  • aktywistka
  • blogerka
  • dokumentalistka
  • doświadczona
krysia

ja mam mega duzo szczescia i radosci w sobie ze juz nie dlugo. napewno jest troche strachu jak to bedzie, bo to moja pierwsza dzidzia ale raczej radosc.

tylko w nocy marudze, bo nie moge sie ulozyc i spokojnie spac... hehehe

  • żądna wiedzy
  • pomocna
  • aktywistka
  • blogerka
  • dokumentalistka
  • doświadczona
asia328

eee ja moze nie mialam depresji przed porodowa ale zmartwienia kiedy jak i czy zdaze do szpitala a po porodzie to bylo mega szczescie a nie depresja Trzeba myslec pozytywnie i nie nastawiac sie na najgorsze bo wcale tak nie bedzie Buziaki 3maj sie :)

Cieżko jakoś o to pozytywne myślenie, szczególnie w taką jesienną pogodę... Jest naprawdę wiele rzeczy, które powodują ten zły od kilku tygodni nastrój i będziecie się śmiać, ale przerażają mnie nawet na pozór błache sprawy, np. że jeszcze nie jestem do końca spakowana do szpitala i nie zdąże tego zrobić (jeszcze nie wszystko mam kupione poprostu), ostatnia kasa na koncie i decyzja na co ją wydać (brakuje dosłownie kilku drobnych rzeczy, ale na wszystko chyba nie starczy, a może się uda i dziecko poczeka jeszcze do następnej wypłaty ;), nie skończony remont - tzn prawie skończony, ale raczej nie uda się dopiąć wszystkiego na ostatni guzik przed porodem, a po porodzie będę za słaba i zbyt zajęta żeby to dokończyć po swojemu i ktoś zrobi to za mnie byle jak, na dodatek nie wysprzątany dom - nie jestem w stanie wszystkiego zrobić, bo zaraz słabnę lub brzuch mnie boli i co chwilę muszę się kłaść, schylać juz się wcale nie umiem, nawet założyc sobie skarpet (a co jeżeli nie zdążę wysprzątać - przyniosę dziecko do tego burdelu?), pozatym fakt, że nie zrobiłam w ciąży tego co sobie zaplanowałam, a było tego sporo..., strach przed porodem, że nie rozpoznam właściwego momentu na wyjazd do szpitala, że mąż nie dojedzie, bo mu komórka padnie gdy będę dzwonić jak będzie w pracy, że nie dostanę rozwarcia, że z dzieckiem coś będzie nie tak, a jak już urodzę to będzie mnie tak wszystko w środku bolało, że nie będę umiała wstawać żeby zajmować sie dzieckiem, a jak juz wrócę do domu i zobaczy to moja matka to chcąc mi pomóc zacznie sie wtrącać w nasze życie i wszystko zepsuje, nie mówiąc juz o teściowej! Pozatym mam wrażenie, że nagle wszyscy zaczną sie wtrącać i narzucać nam sposób opieki nad dzieckiem, a mój mąż temu ulegnie i zostane sama przeciwko wszystkim, że będę musiała krzyczeć nad dzieckiem zeby wszystkich przepędzić, albo wyrzucać ich siłą z mieszkania; albo, że mój maż nie będzie mi pomagał, tylko siedział przed kompem jak do tej pory, że bedzie mnie obwiniał że dziecko często płacze, lub że ja bedę złą matką, że zapomnę o wielu ważnych elementach wychowania, że oboje jako rodzice nie będziemy sie mogli dogadać, a dziecko widząc brak porozumienia, nie bedzie wiedziało kogo słuchać... itd...itd... Jeszcze cała masa tych myśli. Wiem, sama sie śmieje jak teraz czytam ten post, ale kiedy budzę się w nocy (bo spać juz nie mogę), to właśnie wraz z bólami kręgosłupa, podbrzusza i pęcherza oraz cierpnieciem kończyn napadaja mnie takie myśli i strasznie sie boję, a kiedy budze sie rano nadal o tym myślę aż do wieczora... Potem troche przechodzi i w nocy znowu... Hehe, rozpisałam się, ale nie chcę żeby mnie ktoś pocieszał, tylko zastanawiam sie, czy któraś z was też ma takie ciągłe schizy... ;)

wow... aleś wizję roztoczyła... :) też mam wiele z Twoich lęków,ale one nie są chyba tak dominujące. średnio raz na kilka dni odzywa się któryś z poniższych:

lęk o finanse (polityka myślenia pt. jakoś to będzie, do mnie nie przemawia),

lęk dot. tego, że obecnie z moim mężczyzną bywa różnie, a co dopiero jak dojdzie dziecko, bo wiadomo, że konflikty często narastają. dziś np. zrobiłam mu wykład na temat tego, jak powinien się do mnie odzywać, żeby potem mnie dziecko szanowało. no i skończyło się niezłą awanturą i praniem brudów z całego roku :/ bo z nas dwa uparciuchy są.

też się obawiam, czy na porodówkę będę w stanie sama za kierownicą zajechać, bo on nie ma prawka, w dodatku ma wiecznie ściszoną komórkę, a mojego taty może nie być w pobliżu.

boję się o moje zdrowie. bo jestem po operacji dwóch kolan, mam pokrzywioną miednicę. już się kolana odzywają i krzyż napieprza, a co dopiero będzie potem.

boję się, ze nie dam sobie rady, ze się załamię w pierwszych miesiącach, gdzie życie przebiega zamkniete jest w cyklu powiedzmy 2-godzinnym, wg schematu: karmienie, odbijanie się, przewijanie, usypianie, uspokajanie, karmienie, odbijanie się, przewijanie itd. gdzieś w tym wszystkim kradzione minuty na sen.

ale to jest pryszcz. najbardziej się boję, ze dzidziuś nie będzie zdrowy. bo jakoś sobie uroiłam, że mi to jeszcze życie musi dokopać, i pewnie tą działkę wybierze.

i... możecie się śmiać - boję się, ze moj synek nie będzie ładny :| no bo koleżaka ma ślicznego synka, poprzeczka jest wysoko ;) a druga ma tak brzydkie dziecko (poważnie, są takie), ze przez usta mi nie przechodzi zachwycanie się nim (to już duża dziewczynka)

gdzieś  w którymś z Twoich postów czytałam, że nie zareagowałaś euforią na 2 kreski. tak jak ja. i myślę sobie, że może nasze lęki gdzieś się stąd biorą...ale nie wiem,gdybam sobie :)

niech się doświadczone (czyt. wyżej w ciaży i po porodzie) mamy wypowiedzą :)

  • żądna wiedzy
  • pomocna
  • aktywistka
  • blogerka
  • dokumentalistka
  • doświadczona
angelcake23

Wiesz, ja też mam chyba taką przedporodową depresję, ale to jest spowodowant tym że jest mi coraz ciężej i nie wychodzę praktycznie z domu. Nie pracuję, nie mam kontaktu z ludźmi. Dlatego łapię doła, nie ma to niec wspólnego z nadejściem dziecka, bo tego to już nie mogę się doczekać, i jestem bardzo szczęśliwa, że będę miała wreszcie swoje dzieciątko ;) Pozdraiwam

Hehe, emka, też czasami boje się jak będzie wyglądało moje dziecko, tzn. jeżeli wszystko będzie w porządku to na pewno będzie śliczne, ale co jeżeli będzie miało np. zniekształcona twarz lub cos w tym stylu? Dużo sie stresowałam w I trymestrze, więc teraz obawiam się jakichś wad rozwojowych. Oczywiście, pokocham je bez względu na to jakie sie urodzi, ale w takiej sytuacji cierpiałabym pewnie bardziej niz to dziecko... Co do samopoczucia, to najgorsze były 2, 3, 8 i 9 miesiąc. Najlepiej bylo mi w drugim trymestrze, gdy już przestałam pracować, ciąża rozwijała sie bez powikłań, dolegliwości z I trymestru minęły a te z III jeszcze nie przyszły, a ja miałam jeszcze mnóstwo czasu żeby przygotować się na przyjście maleństwa, a na dodatek było lato! Miałam jeszcze siłę żeby pomagać mężowi przy remoncie, chodzić po drabinie i tworzyć cuda na ścianach naszego mieszkania, a w każdej chwili mogłam sie połozyc żeby odpocząć. Wszystko padło wraz z 1 września (znienawidzona data), kiedy dowiedziałam się że muszę już leżeć. Równocześnie nasiliły się bóle i ta bezradność, że juz niewiele mogę zrobić... A teraz to juz mam tak wielki brzuch że nie mogę się ruszać... Wszystko jest dobrze dopuki robię coś w jednej pozycji, ale jak juz przychodzi sie schylić lub kucnąć to kaplica... A jak tu inaczej wszystko wysprzątać i wymyć? No i mąż - tak jak Ty emka, boję się, że sie nie dogadamy... A może umrę przy porodzie, a on zostanie sam z dzieckiem... Nie no może nie aż tak źle ;) , ale samego porodu sobie nie wyobrażam: skoro brzuch wystaje mi tak daleko do przodu poza ciało, to jak jeszcze jego zawartosć może wyleźć przez taką ciasną dziurę?! Jak oni wyciągna to moje biedne dziecko z mojego wnętrza?! ...Dobra starczy tych czarnych wizji na dziś. Już milczę. :)

wiesz, pocieszające jest to, że nie wszystko musi wyleźć przez taką małą dziurę, sporo wypływa ;) a do porodu jest was troje, więc niezła ekipa - ty trochę popchniesz, maluch sam podpełznie, a położna wyciągnie :) a teraz to odpoczywaj na zapas, poobkładaj się książkami, filmami, wszytskim tym, czym za 2 tygodnie nie będziesz już mogła się zająć...

a jak zejdziesz przy porodzie, to przynajmniej mąż będzie wiedział, ze poród to nie taka łatwa sprawa ;) żartuję, dość wisielczego humoru ;) tu akurat schizujesz ponadprzeciętnie, więc sio mi z takimi myślami!!

no to witam w klubie mam zestresowanych w I trymestrze (ja się conajmniej 2 razy rozstawałam z facetem, wierz mi, nie z powodu błahostek, i dowiedziałam się, ze jesteśmy w totalnej dupie finansowej, co bardzo napawa optymizmem w kontekście ciąży).

 

pierwsza w nocy, dość bredzenia ;) 

  • żądna wiedzy
  • pomocna
  • aktywistka
  • blogerka
  • dokumentalistka
  • doświadczona
myszula

Więc witam w klubie :) przechodzę przez to samo !!

  • żądna wiedzy
  • pomocna
  • aktywistka
  • blogerka
  • dokumentalistka
  • doświadczona
efcyk

ja chyba mam taką małą depresyjkę :( która spowodowana jest głównie tym, że mój mąż jest w delegacji... już trzy miesiące. Teraz był na całe 2 dni w domu i jak wyjeżdżał to znów sobie nie mogę z tym poradzić... Ale pocieszam się, że już za miesiąc będzie ze mną i Naszym Brzuszkiem w domku :)