Blog: onomatopeja

« Powrót do listy wpisów
« Poprzedni wpis Następny wpis »
  • żądna wiedzy
  • pomocna
  • aktywistka
  • blogerka
  • dokumentalistka
  • doświadczona
onomatopeja
onomatopeja

2017-10-19 13:23

|

Komentarze: 4

Porod


Wtorek 17.10

Plany byly ambitne. Bartek mial isc do pracy na caly dzien. Mieli duzo pracy. Do mnie miala przyjsc paczka z materialami na 3 zlecenia. Przyjmowalam zamowienia na najblizsze 2 tygodnie, bo tyle mialam na pewniaka zostac jeszcze w domu.

Co rano bolal mnie brzuch i zawsze szlam najpierw do toalety. Tym razem obudzilam sie po 6 rano cala zdenerwowana. Snilo mi sie, ze mialam cesarke. Przyszla anestezjolog i smiala sie, ze mojemu poprzedniemu dziecku przez srodek znieczulajacy robily sie dziury w brzuchu. Bardzo sie zdenerwowalam, wstalam i powiedzialam, ze nie dam sobie zrobic cc w takim stanie.

Po obudzeniu poszlam do toalety, w drodze powrotnej ugryzlam raz jablko i wrocilam do lozka. Polegiwalam do 7ej z groszami, az obudzil mnie Bartek i ruszylismy przygotowywac dzieci, bo Lenka miala isc do przedszkola. Bartek z Olkiem gotowi czekali w samochodzie na nas. Ja mialam tylko jeszcze standardowo skoczyc do toalety przed wyjazdem. Lenka miala ubrany nawet plaszcz. Zrobilam co mialam zrobic, az w toalecie Lenka mowi, ze tez chce siusiu. Kucnelam zeby pomoc jej sie rozebrac. I nagle cos mi polecialo na bielizne. Zdziwilam sie, bo przeciez przed chwila siedzialam na toalecie, ale uznalam, ze widocznie da sie i tak ;) Lenka usiadla, a ja wstalam. I wtedy znow zupelnie niekontrolowanie polecialo mi. Tym razem bylo tego wiecej i zaczelam sie domyslac co sie dzieje. W szoku poszlam do lazienki, sprawdzam, spodnie mokre. Moje ulubione, jedyne nie sciagajace mnie na brzuchu, dresowe spodnie, ktore ubieralam na wyjazdy. Kazde inne mialy zbyt mocne gumki. Gdybym miala jechac do szpitala to tylko w nich.

Kilka dni wczesniej poklocilam sie z Bartkiem i powiedzialam mu, ze w poniedzialek jade do szpitala. Nie przejal sie, wiec spakowalam wszystko do porodu. Podstaw jak pizama, recznik itp nie spakowalam, bo mi sie nie chcialo. Poza tym mialam jeszcze 2 tygodnie. Zebralam tylko reszte rzeczy ktore mialam ostatni raz w szpitalu, jak kosmetyki, do reklamowki i zostawilam to w tej torbie. Wypralam w poniedzialek pizame i bielizne. Jedna pizame zostawilam w koszu na pranie. Nie wiem czemu.

Wiec.. Kiedy w lazience zorientowalam sie co sie dzieje, bylam w szoku. Sciagnelam tylko spodnie i bielizne, ubralam szlafrok i poszlam szybko z Leną wolac Bartka. Po drodze ubralam inne majtki. Wolam Bartka. Juz widze jego mine dlaczego jestem niegotowa, a Lena juz miala byc w szkole. I mowie mu, ze wody mi odeszly. Potem dowiedzialam sie, ze w ogole nie zajarzyl. Wrocil do auta. Nie wiem co sie stalo z Lena. Bynajmniej ja pobieglam do mamy i wolam jak zawsze "halo", kiedy sprawdzam czy ktos tam na gorze wgl jest. Odezwala sie ona i siostra. I wolam po drodze, ze potrzebuje podpaske. Bez myslenia laduje im sie do lazienki i szukam, one do mnie, ze moment, a ja wolam, ze na juz, bo mi chyba wody odeszly. Mama mi dala. Poszlam to zalozyc. Zaczynalam sie trzasc z nerwow, bo nie wiedzialam co mam zrobic, co spakowac, zupelnie wylaczylo mi sie myslenie. Mama byla bardziej w szoku niz ja i nie umiala mi tez doradzic. W koncu cos dopakowalam (nie wszystko), nawet zapomnialam wynikow badan z krwi u mnie akurat waznych. Poprosilam mame zeby zostala z dziecmi. My mielismy przeciez 2h drogi do Katowic, a gdybym miala rodzic naturalnie to nie wyobrazam sobie, zeby mialo tam nie byc ze mna Bartka. Wsiadlam do samochodu. Lenka plakala. Ona tez chciala jechac po dzidziusia. Dopiero w szpitalu zorientowalam sie, ze zle ten proces wyjazdu do szpitala na porod nazywalam.  Ona mogla myslec, ze tylko go wyciagniemy i pojedziemy do domu. Ze ona to moze widziec i przy tym byc. Niestety. Mama musiala sobie z tym poradzic. Musialam jechac.
W domu mama nawet kombinowala zeby wzywac juz karetke. Wolalam jechac samochodem. Poza tym nie mialam skurczy. Strasznie sie balam, ze bede je miec w drodze do szpitala. Jak juz wsiadlam z Bartkiem do samochodu cieszylam sie, bo bylam spokojniejsza. Nikt mi nie panikowal. Dzieci nie zajmowaly czasu i mysli. Mowilam do Bartka o wszystkim, zeby tylko nie denerwowac sie sytuacja i myslec o czyms innym. Nie dotykalam nawet juz brzuszka, bo balam sie wywolac skurcze. Strach stad, ze w zyciu nie odeszly mi wody. A to byla 3 ciaza. Nie wiedzialam do konca czego sie spodziewac. Spodziewalam sie, ze na dlugo przed porodem odejdzie mi czop, a gdyby nawet szybko to jeszcze bede miec czas sie dopakowac i dojechac, potem liczylabym na skurcze. A tu hop siup i to jeszcze tak wczesnie? Przeciez dopiero w poniedzialek skonczylam 36 tygodni!

Na wstepie w samochodzie Bartek mi mowi, ze po paliwo jeszcze musi zajechac. Normalnie trzepnelabym go.. Ale juz bylam przyzwyczajona, ze jak mamy dalszy wyjazd i sie spieszymy to on nie ma paliwa..echh.. Niczym juz sie nie denerwowalam. Jechalismy, a ja gadalam. Wyjezdzajac ze stacji Bartek sie mnie zapytal czy mam skurcze. Mowie, ze nie. Juz chcial mowic, ze moja mama panikuje jak zawsze, kiedy zapytal czy mi wody odeszly. I dostalam zonk. I pytam go, to co on zrozumial, przeciez jak go wolalam do domu to mu mowilam? I, ze tak, ze odeszly. To wtedy przypomnialo mu sie gdzie ma gaz. I on mi zwalnia tam gdzie zwykle bywa policja, a ja go poganiam, ze ma jechac, ze jak nas zatrzymaja to im powiem, ze rodze i nas puszcza. Kurwowal na ludzi ktorzy sie wlekli, mowie mu trab na nich! Ja teraz mam pierwszenstwo. Dojechalismy. On nie chcial brac reklamowki do porodu. Nie zdawal sobie sprawy co sie dzieje. Ale kazalam mu wziasc. W koncu to bylo najwazniejsze. Moim celem bylo wcisniecie sie miedzy pacjentki na izbie. Nie obchodzilo mnie nic. Od razu poszlam do rejestracji. Czekalam z 5 sekund zanim wyszla stamtad babka i zaraz sie wcisnelam. Powiedzialam, ze odeszly mi wody i nie mam skierowania. Wypelnilam papiery i kazano mi czekac az lekarz zawola. Czekalam krotko, a oni zrobili mi ktg. Czulam, ze twardnieje mi brzuch. Skurcze byly ladne, ale nieregularne i z max sila 30. Czyli tyle co nic. Kazano mi wyjsc i sie przebrac zeby nie marnowac czasu, a za ten czas miala wejsc jedna babka i potem ja znowu na badanie ginekologiczne. Poszlam, przebralam sie i w koncu weszlo ich przede mna chyba z 6. Na badaniu okazalo sie, ze szyjka jest dosc dluga, a rozwarcie na opuszek palca. 
W koncu wzieli mnie na porodowke. Na porodowce znow papierologia. Pobrali mi krew na niezbedne badania, zalozyli wenflon. Potem poszlam na sale. Tam wszystko po remoncie, mowilo sie o tym na oddziale patologii. Rzeczywiscie. Jest tam swietnie. Przytulnie. Nie czuje sie, ze to porodowka. Moj pokoj mial dwa lozka i fotel do badan ginekologicznych. Duzo biurek, stolikow, lampki nocne. Smialo moznaby tam pracowac. Ogolnie tam przychodza babki ktore tego samego dnia zazwyczaj sa brane na cc lub do sn. Co do mnie nie byli pewni co bedzie. Jeszcze na izbie przyjec pytalam lekarki ktora zna moja sytuacje, czy jest taka opcja, ze jak odchodza wody to mozna nie urodzic tego samego dnia, czy to juz jest pewne, ze sie urodzi. Powiedziala mi, ze jeszcze mnie zbadaja inni lekarze i sie wszystko okaze. Mialam zapisane ktg 2 razy dziennie, usg i cos tam jeszcze. Tego dnia USG sie nie doczekalam, chociaz myslalam, ze to jest normalne, zeby sprawdzic ile tych wod jest. Ja bylam pewna, ze to wody. Oni uwierzyli mi na slowo. Slyszalam, ze tez robi sie jakies testy, ze sie sprawdza ph tego plynu na podpasce, a u mnie nic. Najlepsze, ze na izbie mowilam, ze czuje, ze mi to caly czas pocieka. Mowilam, ze podpaska mokra, bo pytali. Jak mnie tam zbadali to powiedziala pani doktor, ze nic nie widzi zeby cos lecialo, chociaz nawet widzialam na papierze z fotela kilka mokrych plam. Polozna ktora prowadzila mnie na gore powiedziala, ze podpaska sucha. Ale no ile sie mam przy swoim upierac. One nie widzialy tej podpaski. Jak juz bylam na sali to uznalam, ze sobie te podpaske przebiore. Poszlam, a tam nawet bielizna z przodu byla mokra. Przebralam sie i zglosilam im, ze to dalej leci, ze mialam mokra bielizne. Opiekowaly sie mna jak jajkiem. Sprawdzaly tetno. Ktg juz nie bylo. Chodzily studentki. Ja nie bylam nawet ogolona, a zawsze do lekarza to robie, bo zle czuje sie inaczej. A tu bum. Bylo mi wstyd. Wody 1 raz odeszly okolo 7:50. Okolo 8:30 bylismy w samochodzie. Dojechalismy okolo 10ej. Okolo 13ej bylam na porodowce. Wiem, bo jechal wtedy obiad haha, a ja nic oprocz tego kawaleczka jablka nie jadlam nic caly dzien. Dzieki Bogu mama wpakowala mi jedna wode do torby. Bez tego to juz w ogole bym uschnela. Ta woda okazala sie byc najwazniejsza rzecza w moim zyciu. Na zewnatrz sloneczko. Nie mowili co ze mna, czy bedzie cc jakby co, nic. Tylko polozne wypytywaly jak sie czuje. Przechodzil po sali lekarz i pytal czy ktos cos slyszal o swojej cesarce. Nie zglaszalysmy sie. No ale serio przeciez nic mi nie mowili o cesarce. Za chwile przychodzi inny lekarz z ordynator patologii. Slawna pania doktor Mackiewicz, ktora tydzien temu zmienila moja i innych lekarzy wizje zakonczenia ciazy w 36 tygodniu przez cc, na porod wywolywany w 38 tygodniu. Tym razem mowi do mnie: i pani nic nie wie o swojej cesarce? A ja do niej: wie pani co pani doktor, jeszcze tydzien temu mowila mi pani, ze bedziemy wywolywac naturalny. Odparla, ze z moim konfliktem to nie ma na co czekac i bedzie cc. Spakowalam sie, chociaz wyciagnieta mialam tylko wode. A najwazniejszego nie pisalam. Wstep na porodowke mialby moj Bartek w odzianiu jednorazowym. Wiec zostawil mi rzeczy, ktore wziela polozna i poszedl. Nie bylo wiadomo co ze mna, wiec uznalismy, zeby jechal do domu. Pojechal. Wiec na porodowce bylam sama z kobieta obok. Zadzwonilam ze bede miec cc do mamy i bartka. Nie bylo i tak wiadomo kiedy. Az w koncu po podpisaniu papierow, dali mi ten plyn zobojetniajacy do wypicia. Smak zapisuje, bo nie pamietalam ostatnio. Jest to smak przesolonych paluszkow. Heh. I przyszla studentka mnie ogolic. Ehhem. No wiadomka balam sie zeby mnie nie zaciela i mowie jej, ze moge sama, ze mam maszynke, bo to bylo dla mnie wazne i to spakowalam hah. Ale uznali, ze lepiej, zeby one to zrobily. No i tyle. Znikad przyszli po mnie. Nie zdazylam napisac nikomu. Chcialam powiedziec im gdzie sa rzeczy do dzidziusia, ale mowili, ze sobie ogarna to i mam isc. Poszlam. Cc przebieglo lepiej niz za pierwszym razem. Pomijajac wbicie do kregoslupa (wykonywane przez ta sama anestezjolog) wbic sie wbila, ale chyba jakos krzywo, bo czulam klucie po prawej stronie kilka razy. Wtedy mnie pytala gdzie boli i zmieniala polozenie igly. Ostatnim razem bardzo chcialo mi sie wymiotowac, a tym razem tylko delikatnie niedobrze mi bylo. Znieczulenie zlapalo bardzo szybko. Nie umialam podniesc nog na stol operacyjny. Na sali bylo zimno, byla klimatyzacja. Lekkie dreszcze byly z zimna przed znieczuleniem jeszcze. Po znieczuleniu poczulam sie jak w niebie. Jakbym spala ze swoja babcia pod pierzyna. Tak idealnie cieplo. Zaznaczam, ze tego dnia mialam bardzo niskie cisnienie. Ja zawsze mam wzorowo 120/80 puls ok. 90, wtedy nawet 90kilka na 60kilka i puls ponad 100. Zasypialam. Balam sie zamknac oczu, bo balam sie, ze ich nie otworze. Nie bylam zdenerwowana. Zglaszalam, ze tak sie czuje i mi dawali cos do wenflonu. Potem pytali jak teraz, a bylo tak samo. I wtedy zwiekszyli dawke. Moze to cisnienie spadalo. Od znieczulenia do wydobycia musialo to trwac max 20min. Bardzo szybko to sie potoczylo. Slyszalam tylko placz i godzine. Tyle. Zero o punktach Apgar, zero o plci, zero o stanie zdrowia, o wymiarach. Nawet mi go nie pokazali. Na poporodowej okolo 2h. Bylam polozona w jakims pokoju gdzie przygotowywali lekarstwa i wszyscy tam wiecznie chodzili. Udalo mi sie zalatwic telefon i poinformowac rodzine. Nie mialam dreszczy jak po poprzedniej cesarce. Czulam sie dobrze. Maksymalny bol jaki czulam na 10 stopniowa skale od tamtego momentu do teraz kiedy jest max 3, wtedy bylo 7 i to juz jak zeszlo znieczulenie.

Komentarze

  • żądna wiedzy
  • pomocna
  • aktywistka
  • blogerka
  • dokumentalistka
  • doświadczona
szoszanka1

Kochana. Ale się naczytałam hehe :p dobrze, że to tak wszystko dokładnie opisalas. Za kilka lat będziesz miała pamiątkę, dokładnie opisane jak to wszystko było, bo jednak człowiek dużo zapomina. 

Bardzo się cieszę, że tak dobrze to wszystko przeszłaś i CC. Też pamiętam że strasznie skakało mi ciśnienie, i niedobrze mi było, cały czas regulowali lekami. 

Dobrze że nie urodziłaś w drodze, bo jednak spory kawałek trasy mieliście do przejechania! Ale dzięki Bogu że wszystko się wspaniale skończyło. Teraz odpoczywaj i dbaj o siebie po CC. Zdrówka dla was!! 

  • żądna wiedzy
  • pomocna
  • aktywistka
  • blogerka
  • dokumentalistka
  • doświadczona
jaemka

Gratuluję synka;-)

  • żądna wiedzy
  • pomocna
  • aktywistka
  • blogerka
  • dokumentalistka
  • doświadczona
boszka89
O matko!! Podziwiam Twoje opanowanie. Ja jadąc na cc byłam w takiej rozsypce że nie pamietałam jak się nazywam, w takim szoku byłam :) Gratuluję :* Wracaj do siebie.
  • żądna wiedzy
  • pomocna
  • aktywistka
  • blogerka
  • dokumentalistka
  • doświadczona
sasetka681

Gratulacje !